3 najlepsze kobiece stand-upy na Netflixie

Na Netflixie możecie znaleźć mnóstwo świetnych występów stand-upowych, często nagrywanych na zlecienie samej platformy VOD. W większości są to występy dość znanych komików- mężczyzn, które są różnej jakości- od bardzo zabawnych do żenujących, ale popularnych, bo szokujących.

Kobieca scena stand-upowa jest mniejsza, ale szalenie ciekawa. W zasadzie nie znalazłam żadnej komiczki, której występ nie byłby dla mnie zabawny. Spośród wszystkich, które udało mi się obejrzeć wybrałam dla Was trzy- moim zdaniem najbardziej warte uwagi. Starałam się, by ten wybór był różnorodny, więc mam nadzieję, że znajdziecie tutaj coś dla siebie.

3. Iliza Shlesinger: Elder Millennial

Włączając występ Ilizy nie miałam żadnych oczekiwań, bo nigdy wcześniej nie widziałam jej na scenie, ani o niej nie słyszałam. Od razu kupiła mnie swoją bezpośredniością, mimiką i fantastycznym wcielaniem się w różne osoby. Szczególnie w postać „Seniorki Millenialsów” (tytułowe „Elder Millenial”), czyli osoby, która wprawdzie należy do pokolenia Millenialsów, ale urodziła się w jednym z pierwszych jego roczników, więc pamięta wszystkie „prehistoryczne wynalazki”, jak telefon stacjonarny.

Iliza zresztą dużo mówi o rzeczach typowych dla swojego pokolenia. Ale też o życiu singielki, o tym kto kogo podrywa i jak społeczeństwo wpływa na nasze oczekiwania wobec płci przeciwnej (lub wcale nie przeciwnej, ale to ładna figura retoryczna i nie wiedziałam, jak ująć to inaczej. Ju noł łot aj min). Iliza porusza też tematy, o których nie słyszałam nigdzie indziej, jak różnica w przyjmowaniu odrzucenia przez kobiety i przez mężczyzn. A także to, że kobiety to tak naprawdę smoczyce, które nie lubią sprzątać swojego mieszkania.

Bardzo zabawny, bardzo życiowy występ, a dodatkowo zawiera pewne szalenie istotne informacje o dźwiękach wydawanych przez różne gatunki ptaków. Polecam serdecznie i bardzo się cieszę, że inny program Ilizy „Confirmed Kills” (też dostępny na Netflixie) jest jeszcze przede mną.

2. Ali Wong: Baby Cobra i Hard Knock Wife

Obejrzałam oba programy Ali, Baby CobraHard Knock Wife, dostępne na Netflixie. W obu występuje w 7 miesiącu ciąży, najpierw z jednym dzieckiem, a po dwóch latach z drugim. W pierwszym występie mówi dużo o relacjach damsko-męskich, małżeństwie, przygodach seksualnych i HPV, a także planowaniu dziecka, o tym, dlaczego feminizm się mylił i o swojej tożsamości kulturowej. „Niezwykle ciekawe połączenie tematów!”- pomyślicie i będziecie mieć stuprocentową rację! Początkowo nie za bardzo kupowałam jej poczucie humoru, ale z czasem wczułam się i bawiłam się świetnie.

Zdecydowanie uważam, że drugi program, „Hard Knock Wife”, jest o wiele lepszy, bardziej zgryźliwy i celniejszy. Oprócz wspomnianych wyżej tematów, Ali mówi dużo o macierzyństwie, zwłaszcza o takich jego aspektach, które zwykle są tematem tabu (jak poród, karmienie piersią, czy podwójne standardy wobec matek i ojców). W ogóle mam wrażenie, że dla Ali tematy tabu nie istnieją. Opowiada z dużą lekkością o chorobach wenerycznych, doświadczeniach seksualnych, swojej cielesności i trudnych relacjach w rodzinie. Jednocześnie jest przy tym bardzo naturalna i nie wydaje się, jakby przełamywała jakieś własne uprzedzenia czy lęki, a my słuchając jej również nie czujemy zażenowania. Ot, normalne sprawy, fizjologia, życie.

1. Hannah Gadsby: Nanette

Nanette obejrzałam dzięki temu, że Netflix ma dar przekonywania. W końcu „95% Match” nie wzięło się znikąd, Netflix zna mnie bardzo dobrze, spędzamy ze sobą dużo czasu. Tym razem też miał rację, chociaż nie przypuszczałabym, że zamiast śmiać się oglądając stand-up, będę śmiać się i płakać. „Nanette” to program niezwykły. Rozpoczyna się i przez pierwsze kilkadziesiąt minut trwa, jak zwykły (bardzo dobry) występ stand-upowy. Słyszymy przezabawne historie o zmaganiach z „wyjściem z szafy”, o introwertykach na Paradach Równości i o dorastaniu w małej, homofobicznej społeczności.    

A później wszystko to co usłyszeliśmy nabiera drugiego dna. Występ komediowy zmienia się w komediodramat, widzimy osobę która mówi nam prawdę o swoich doświadczeniach i mimo, że nie jest to łatwa prawda, to jednak chcemy jej wysłuchać. Hannah dekonstruuje występ stand- upowy, co każe nam po raz kolejny zapytać, czy stand-up jest tylko po to, by był zabawny, czy też także po to, by osoba na scenie opowiedziała nam jakąś prawdę o swoim życiu, z którą to prawdą możemy się skonfrontować albo utożsamić. Zdecydowanie wybieram tę drugą rolę stand-upu, a jeśli wy też oczekujecie od występujących więcej, niż zabawnych żartów, to serdecznie polecam Waszej uwadze „Nanette”.

A Ty widziałaś/eś ostatnio ciekawy kobiecy stand-up? Daj znać w komentarzach! 

Te teksty też są ciekawe, sprawdź: