3 powiedzenia, które wykreśliłam ze swojego słownika i Tobie też to polecam

Słowa, których używamy, kreują naszą rzeczywistość. Banał? Tak, ale jak to z banałami bywa, jest w nim mnóstwo prawdy. I czasami warto na chwilkę przystanąć i poobserwować z jakich słów i sformułowań korzystamy na co dzień.

Refleksja na ten temat może nie być łatwa (ja się na przykład wkurwiłam), ale koniec końców może sprawić, że będzie nam się żyło lepiej. A jakie klisze językowe doprowadzają mnie do tak burzliwych emocji? Jest ich oczywiście wiele, ale postanowiłam skupić się na trzech, które ostatnio szczególnie mocno mnie dotykają. Oto one: 

1. “Udało mi się”

Nie wiem z czego wynika ta wszechobecna tendencja do umniejszania swoich osiągnięć, ale fraza “udało mi się” jest dla mnie jej najczęstszym i najbardziej irytującym przejawem. I jasne, czasami coś naprawdę nam się udaje. Np. przejść na czerwonym świetle i nie zostać złapanym przez policję (nie popieram). Ale paradoksalnie najczęściej słyszę to wtedy, gdy ktoś naprawdę włożył w coś dużo pracy. “Udało mi się napisać magisterkę”, “Udało mi się zdać egzamin”, “Udało mi się to naprawić”.

Dlatego postuluję (i sama stosuję) nie mówić “udało mi się”, ale “tak, zrobiłam to”, “włożyłem w to dużo pracy i napisałem”, “myślałam, że umrę pijąc 10 kaw dziennie, ale ogarnęłam ten esej”, “przejrzałam 10 tutoriali na jutubie i nauczyłam się, jak to naprawić”. Po prostu powiedzieć prawdę o tym, że każde działanie wymaga wysiłku, a fałszywa skromność jest fatalnym przyzwyczajeniem.

2. “Nie ma za co”

“Nie ma za co” mówione odruchowo po każdym podziękowaniu sprawia, że umniejszasz swoje działanie. Wiadomo, że chcesz podkreślić, że “nie ma sprawy” i że “to żaden problem”, ale czy nie łatwiej i zgodniej z prawdą jest powiedzieć “proszę bardzo”? Z “dziękuję” jest trochę jak z komplementami, trzeba się nauczyć je przyjmować.  Nie umniejszać swoich działań, nie ubierać się w sztuczną skromność, ale po prostu przyjąć czyjeś podziękowanie i powiedzieć “ależ proszę”. 

3. “Nie za dobrze Ci?”

Tak bardzo nienawidzę tego powiedzenia, że aż mnie zęby bolą, gdy o tym myślę. Wcześniej nie zastanawiałam się nad nim zbyt wiele, ale od jakiegoś czasu mam wrażenie, że słyszę je ciągle (i też uświadamiam sobie, że sama go używam). A to nic innego jak nieświadome sprowadzanie innych do stanu “normalności”, czyli stanu, w którym nie jest nam zbyt przyjemnie, ale wydaje nam się, że tak ma być. Jak zauważył Miron Białoszewski “dobrze jak nie za dobrze” i tego, jako naród staramy się tego usilnie trzymać. Nie może Ci być “za dobrze”, musi Ci być tak jak nam wszystkim, czyli raczej średnio, raczej fatalnie, raczej “jakoś to będzie”. 

Tak wygląda moje podium irytujących powiedzeń, bardzo jestem ciekawa, jak wygląda Twoje – koniecznie daj znać w komentarzu!

A na koniec życzę, żeby przyjmowanie komplementów nie sprawiało Ci trudności, żeby inni (i Ty sam/a) doceniali Twoją pracę i żeby Ci było za dobrze.