Czarny protest, czyli rzecz o podmiotowości kobiet

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się reagować na obrady sejmu kołataniem serca i bezsennością. Aż do 22 września 2016, kiedy w parlamencie pojawił się obywatelski projekt całkowitego zakazu aborcji. Dlaczego ta sprawa porusza mnie tak bardzo? Dlaczego protestuję, chociaż nie lubię tłumów i krępuje mnie skandowanie haseł?

Doskonale pamiętam, że w liceum byłam szczerą przeciwniczką aborcji- uważałam, że jest to ogromne zło, nikczemność i egoizm. Moje poglądy były ściśle związane z katolicyzmem, w którym zostałam wychowana i który był mi bardzo bliski w tamtym czasie. Pamiętam, jak w czasie rekolekcji były rozdawane małe, plastikowe figurki 10 tygodniowego płodu, dzisiaj sprzedawane jako „model edukacyjny Jaś”, które wyglądają bardziej jak miniatura dorosłego człowieka, niż faktyczny 10 tygodniowy płód. Pamiętam, jak bardzo wpływało to na moje emocje, jak dużo się o tym mówiło i jak bardzo bezrefleksyjnie podchodziliśmy do tematu aborcji. W zasadzie słowa „aborcja to zło” były jedyną refleksją moją i moich znajomych w tamtym czasie. Mieliśmy około 17 lat i żadnych koleżanek, które byłyby w niechcianej ciąży, żadnych ujawnionych traum prokreacyjnych w naszych rodzinach, żadnej konieczności konfrontowania swoich idealistycznych i emocjonalnych poglądów z rzeczywistością.

A rzeczywistość jest taka, że kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży i to zmienia Jej życie, czasem bardzo radykalnie. Na przykład wtedy, gdy ma 11 lat i została zgwałcona 3 tygodnie wcześniej. Albo wtedy, gdy ma już trójkę dzieci, a w jej macicy, obok płodu rozwija się włókniak, który będzie dla Niej śmiertelny, a którego nie można usunąć bez aborcji. Albo wtedy, gdy badania prenatalne pokazują, że płód ma wodogłowie, nierozwijający się mózg i jest pozbawiony części kości twarzoczaszki. To tylko 3 przykłady wśród setek dramatów, które rozgrywają się obok nas codziennie. To decyzje, przed którymi nikt z nas nie chce stanąć, ale wiele Polek stanie. To decyzje, które my- kobiety powinnyśmy móc podejmować samodzielnie, bo też my będziemy ponosić konsekwencje tej decyzji do końca życia (czasem z bliskimi, częściej samotnie).

Autorzy projektu ustawy „Stop aborcji” chcą nas tej możliwości pozbawić. Chcą odebrać nam podmiotowość, możliwość decydowania o własnym życiu w najbardziej elementarnym stopniu. Chcą nas zmusić do heroizmu, a to jeszcze nigdy się nie udało. Efekt wprowadzenia tej ustawy będzie taki, że kobiety będą tracić zdrowie, albo życie w nielegalnych aborcjach. Mowa oczywiście o tych biednych, bo bogatsze wyjadą za granicę i tam usuną ciążę. Przykład wielu krajów pokazuje, że zakaz aborcji przyczynia się do zwiększenia podziemia aborcyjnego, powikłań i śmierci wśród kobiet, a także zwiększa prawdziwe dzieciobójstwo (z czym już teraz mamy do czynienia w Polsce). Ale w oficjalnych statystykach nic nie ma, a to wystarczy, by uspokoić sumienia „obrońców życia”.

Jeśli osobom, które podpisały się pod projektem ustawy „Stop aborcji” naprawdę zależy na tym, by aborcji nie było, powinny raczej skupić się na zapewnieniu społeczeństwu dostępu do edukacji seksualnej i antykoncepcji. Na zapewnieniu pomocy psychologicznej i materialnej kobietom w ciąży, albo lobbowaniu za wprowadzeniem tego typu rozwiązań przez państwo. Chciałabym, żebyśmy wszyscy bardziej wspierali samotne matki w walce o alimenty, a przede wszystkim zaczęli je szanować za hart ducha i niewymuszony heroizm, zamiast myśleć o nich „puszczalskie zdziry, mają co chciały”.

Autorzy tej ustawy chcą być władcami mojego sumienia, a na to nigdy się nie zgodzę. Podobnie jak tysiące kobiet i mężczyzn, które wychodzą na ulicę, by w czarnym proteście pokazać, że nie zgadzają się na barbarzyńskie prawodawstwo. Chcę żyć w kraju, który nie zmusi mnie do rodzenia za wszelką cenę. Dlaczego? Bo nawet Joanna Beretta Molla, ikona ruchu pro-life i święta Kościoła Katolickiego została nią, bo podjęła decyzję o urodzeniu dziecka, mimo medycznych przeciwwskazań. Wskutek tej decyzji zmarła i osierociła 4 dzieci i męża. Można jej postawę oceniać różnie, ale trzeba pamiętać, że Joanna podjęła decyzję, a nie została do tego zmuszona. Czy gdyby nie miała wyboru, też zostałaby świętą? Mi i wielu innym kobietom nie zależy na zostaniu świętymi, ale na możliwości kierowania swoim życiem tu i teraz. Dlatego protestuję, chociaż nie lubię tłumów i krępuje mnie skandowanie haseł.

#czarnyprotest Kraków, Rynek Główny, 25.09.2016, 12:00

 

 

  • Doskonale pamiętam tego typu rekolekcje… If you know what I mean 🙂 dzięki za ten tekst i przypomnienie Czytelnikom, o co faktycznie chodzi w całej tej aferze jaka przewala się przez Polskę – o możliwość wyboru.

    Pozdrawiam! 🙂

    • Dzięki za Twój głos i zrozumienie, pozdrawiam:)