Czego nauczyły mnie rządy PIS-u?

czego nauczyły mnie rządy pis

Jesienią przypadła druga rocznica rządów PIS-u. Nawet z najgorszej sytuacji można wyciągnąć jakieś wnioski, więc czego nauczyły mnie rządy PIS-u? Te dwa lata absurdu, tragikomedii i codziennego mówienia „to niemożliwe, żeby minister mógł powiedzieć coś takiego”? Wpis jest ilustrowany zrzutami ekranu z głównego wydania Wiadomości TVP, zrzuty pochodzą z profilu „Tymczasem w Wiadomościach”.

#1 Podpisywanie petycji

Już wcześniej podpisywałam wiele petycji, bo to dobry sposób działania, gdy nie można zaangażować się bardziej. Ale te dwa lata sprawiły, że petycjeonline.pl prawie stały się moją stroną startową (czy ktoś jeszcze ustawia strony startowe?). Podpisywałam petycje w sprawie Puszczy Białowieskiej, fatalnej sytuacji na przejściu granicznym w Terespolu, zmian w sądownictwie, gościnnych występów Ordo Iuris na Uniwersytecie Jagiellońskim, zmian w prawie na temat wolności zgromadzeń, wyczynów ONR i tego jak rząd je toleruje, ograniczeniom w dostępie do antykoncepcji, zmianom w systemie edukacji. Nie każda z tych petycji przyniosła oczekiwany skutek, jednak każda była ważnym głosem obywatelskim w sprawach, które dotyczą nas wszystkich. Warto pamiętać o tym prostym (a często również skutecznym) narzędziu.

#2 Chodzenie na demonstracje

Wcześniej na demonstracjach i protestach bywałam okazyjnie, bo boję się tłumów i krępuje mnie skandowanie haseł. Jednak czasami człowiek musi zaprotestować w sposób, który będzie widoczny dla władzy. W ciągu tych dwóch lat byłam na kilkunastu protestach i demonstracjach, z których największym i według mnie najważniejszym był Czarny Protest. Ten wielki zryw kobiet, które w większości nigdy wcześniej nie brały udziału w tego typu wydarzeniach, pokazuje wyraźnie, że wkurwione obywatelki mogą wiele. A także to, że im częściej bywasz na demonstracjach, tym mniej krępuje Cię skandowanie haseł. I że takie wydarzenia dają ogromnego kopa i niesamowite poczucie solidarności. Więcej na ten temat znajdziecie w tekście Czarny protest, czyli rzecz o podmiotowości kobiet.

#3 Demokracja nie jest nam dana na zawsze

Maria Sadowska nagrała kiedyś piosenkę „Gdzie jest moja rewolucja”, gdzie w tekście znajdziemy ważne i prawdziwe słowa „dywagacja kontestacja /wciąż żyjemy na wakacjach / na wakacjach od działania / to bezpieczna kalkulacja”. Nasze pokolenie jest pierwszym, które ominęły historyczne zawieruchy, konieczność konspiracji, strajków i innych form sprzeciwu wobec władzy. Lata pokoju i względnego dobrobytu uśpiły naszą czujność, pomyśleliśmy że tak już będzie zawsze. Tymczasem rządy PIS-u udowadniają, że wybrana demokratycznie władza sięgać po coraz więcej, gdyż uprawnia ją do tego „wola narodu”. Dlatego trzeba tej władzy bardzo patrzeć na ręce, być czujnym wobec jej działań i reagować na bieżąco, gdyż całkiem niedługo może być za późno.

#4 Władza zawsze sięga po prawa kobiet

Prawa kobiet to zawsze temat, „na który kiedyś przyjdzie czas”. Najpierw trzeba zabrać się za „poważne sprawy”, a dopiero później można pomyśleć o prawach połowy społeczeństwa (sic!). Jednak kiedy przychodzi do grzebania w ustawach, to prawa kobiet zawsze są solą w oku rządzących. Oczywiście za czasów wcześniejszych rządów wcale nie było różowo, jednak obecna sytuacja jest fatalna. Partia rządząca zachowuje się tak, jakby nienawidziła wszystkich kobiet i uważała nas za kretynki, które nie potrafią o sobie stanowić. Co temu dowodzi? Próba zmian w prawie reprodukcyjnym, głosowania w sprawie obywatelskich projektów, ograniczenie prawa do stosowania antykoncepcji awaryjnej, klauzula sumienia lekarzy, zmiana statusu standardów okołoporodowych, wycofanie wsparcia dla in vitro, zmiany w podręcznikach dotyczących edukacji seksualnej. Wszystko to wpływa bardzo negatywnie na życie Polek, a pośrednio na życie każdego z nas. Więcej o zakusach władzy na prawa kobiet i prawa obywatelskie znajdziecie w tym Raporcie Kongresu Kobiet.

#5 Wszystko jest polityczne, nawet picie wody i czytanie Atlasu kotów

Przestrzeń prywatna niebezpiecznie się zawęziła. Każde nasze działanie ma lub może mieć podtekst polityczny. Może to być wybór marki piwa, wody lub lektury na wieczór. Niby nie jest to jakoś bardzo odkrywcze, że prywatne jest polityczne, ale jednak daje do myślenia, że każdy nasz wybór może zostać odczytany w tak szerokim kontekście.

#6 Nawet największy absurd może się okazać prawdą

Pamiętam, że nie tak dawno wymieniałam z kumplem linki do artykułów o tym „co głupiego zrobił dzisiaj nasz rząd” (pozdrawiam Cię Michale!). Na początku było to kilka wiadomości dziennie, później jedna dziennie, później jedna co kilka dni. W końcu przestaliśmy to robić, bo musielibyśmy przez cały dzień nie robić nic innego. Zalew absurdalnych sytuacji, stwierdzeń i zachowań przeszedł każdą granicę. Znużenie i zmęczenie taką sytuacją stało się większe, niż niedowierzanie że taka sytuacja może mieć miejsce.

#7 Najgłębszy podział społeczny to taki, który przechodzi przez rodziny

Jeszcze nigdy nie doświadczyłam takich sporów politycznych w gronie rodzinnym, jak w obecnym czasie. Oczywiście zawsze istniały różnice w poglądach, jednak obecna temperatura sporu może spowodować i zapewne już powoduje głębokie podziały wśród rodzin. I mówię tutaj nie tylko o rodzinie braci Kurskich czy sióstr Pawłowicz. Skłócenie wewnątrz rodziny to chyba coś, co przeraża mnie najbardziej. Straszna jest sytuacja, w której zaczynamy patrzeć na siebie nawzajem jak na wrogów, w której bieżąca polityka przecina więzy rodzinne, bliskość i zaufanie- wartości, które nadal traktujemy jako ważne dla naszego narodu.

#8 Zła władza nie ma poczucia humoru i jest okropnie nadęta

Niby władza próbowała brać z dystansem takie rzeczy, jak „Ucho Prezesa”, ale jednak wyraźnie widać, że jej przedstawiciele najlepiej czują się na oficjalnych wydarzeniach, gdzie w atmosferze podniosłości i patosu mogą wykrzykiwać swoje hasła o Polsce. Poczucie humoru jest źle przyjmowane, bo jest niebezpieczne, może być wywrotowe i nieprzystoi takim poważnym osobom, które 24 godziny na dobę odmieniają słowo Polska przez wszystkie przypadki. Jeśli patriotyzm, jeśli władza, to tylko w nadęciu.

#9 Propaganda w telewizji wcale nie odeszła do lamusa

Pamiętam z dzieciństwa Dziennik Telewizyjny Jacka Fedorowicza, który był satyrą na PRLowski wieczorny „program informacyjny”. Nie sądziłam, że obecne Wiadomości staną się tak wielką tubą propagandową, która z czasem staje się satyrą na samą siebie. Polacy stali się fanami Pasków z TVP Info, a oglądanie całych Wiadomości grozi mocną niestrawnością. Język i chwyty retoryczne stosowane w Wiadomościach przypominają najlepsze czasy propagandy, a stopień zakrzywienia faktów jest kosmiczny. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było prawdziwe.

#10 Odkrywanie nowych krajów

Na koniec jeden wniosek, by nieco rozładować sytuację (inaczej wszyscy zwariujemy) Minister Waszczykowski i jego San Escobar rozbili absolutnie każdy bank absurdu. Lapsus językowy pokazał także niezwykłą kreatywność i poczucie humoru Polaków i Polek. Powstały setki memów, marketingowcy szaleli w ramach Real Time Marketingu, ale moją absolutnie ulubioną rzeczą jest mapa San Escobar, którą przygotował grafik Jarek Kubicki. O takie narodowe poczucie humoru walczyłam! 

A czego Ciebie nauczyły rządy PISu? Daj znać w komentarzu!

Te teksty też są ciekawe, sprawdź: