Czy Podkarpacie jest częścią Polski?

Kurz po tych wyborach (i kampanii wyborczej trwającej na oko jakieś 40 lat) powoli opada, jednak widok, który się ukazuje, wcale nie jest piękny. Nadal żyjemy w kraju podzielonym jak nigdy wcześniej, gdzie szafowanie tytułem „Prawdziwego Polaka” jest sportem narodowym nie gorszym, niż skoki narciarskie czy inna siatkówka.

W tym świecie wiele osób zastanawia się nad polskością Podkarpacia, które w większości zagłosowało za tym, by Andrzej Duda nadal mógł się uczyć na stanowisku prezydenckim. Kumam, że trudno jest nam z tym żyć. Rozumiem, że połowa Polaków i Polek – w tym ja – chciała zmiany, powietrza, a przynajmniej pokazania, że nie podoba nam się monopol PiS-u. To się nie udało, chociaż myślę, że zrobiliśmy naprawdę wiele, by zachęcić inne osoby do wzięcia udziału w wyborach, do większego zainteresowania polityką, do pokazania, że nie jest nam wszystko jedno.

Wiem, że pogardy, podziałów i klasizmu jest w Polsce pod dostatkiem, a bojkot podkarpackich firm jest tego świetnym przykładem. Jednocześnie, paradoksalnie, mam wrażenie, że po raz pierwszy zaczęliśmy naprawdę dyskutować nad przyczynami sukcesu PiS-u w innej retoryce niż tylko „ich wyborcy sprzedali się za 500 zł”.

Wiem, że wielu i wiele z was rozmawiało ze swoimi rodzicami – ja też – i były to rozmowy trudne. Wcześniej nie zdarzało mi się aż tak zacięcie dyskutować o polityce z najbliższymi. Z jednej strony mam świadomość tego, co robi PiS z demokratycznymi instytucjami, jaką pogardą obdarza wszystkich wokół, jak zniszczył media publiczne, w jakim poważaniu ma prawa kobiet, jak szczuje na mniejszości seksualne. Z drugiej widzę, że ich działania, zwłaszcza socjalne, ale też te retoryczne – mówiące o tym, że „nasze wartości są równie dobre, co inne, a może nawet lepsze, bo pozwoliły nam przetrwać”. Takie słowa działają na ludzi, których władza wcześniej nie widziała. Którym władza mówiła „zmień pracę i weź kredyt”.

Wiemy, że dużo osób głosowało nie „za” danym kandydatem, ale „przeciwko” temu drugiemu. I o ile wiemy, że wiele osób zagłosowało na Trzaskowskiego, bo ma już dość hegemonii PiS-u, tak musimy sobie zdać sprawę, że wiele osób głosowało na Dudę z lęku przed powrotem neoliberalnego porządku świata, z lęku przed pogardą, z lęku przed biedą i wykluczeniem. Jestem już zmęczona tym ciągłym stanem walki. Tym, że władza jest zadufana w sobie, bezczelna, cyniczna, kpiąca z demokratycznych struktur i wszelkich procedur. Jestem wściekła na myśl o tym, że tak wiele osób tę władzę legitymizuje. A jednocześnie staram się zrozumieć, dlaczego tak jest. Jak zła musiała być dla tych osób władza poprzednia, że tak panicznie boją się jej powrotu. Czy narracja, którą teraz uprawiamy, pomoże przekonać tych ludzi, że PiS nie jest jedynym rozwiązaniem? Odpowiem jak Tadeusz Sznuk: „Nie wiem, ale się domyślam”.

Trudno jest odnaleźć się w sytuacji, w której polski duopol partyjny jest jedną z dwóch rzeczy, obok Chińskiego Muru, widocznych z kosmosu. Przemawia do mnie komentarz, że w II turze wyborów prezydenckich zostaliśmy postawieni między wyborem z gruntu niemożliwym: albo bezpieczeństwo socjalne albo szacunek dla demokratycznych instytucji. Wiem, że to duże uproszczenie, ale jednak moim zdaniem wychwytuje sedno tego dylematu, którzy dzieli Polskę na pół : albo mamy demokrację, ale każdy musi liczyć tylko na siebie albo dostajemy wsparcie socjalne, ale za to władza może zrobić, co tylko zechce. Mam nadzieję, że następne 3 lata (które pozostały do kolejnych wyborów samorządowych i parlamentarnych) pokażą, że wybór jest szerszy, niż te dwie, nieszczęsne opcje.