Czy trzeba wierzyć w koronawirusa?

Mierzi mnie, gdy słyszę słowa „koronawirus” i „wierzę” w jednym zdaniu. A jeszcze bardziej mierzi mnie, gdy to drugie słowo zamienia się na „nie wierzę”. Dlaczego? Bo te dwa słowa są z różnych porządków, brak wiary w wirusa nie sprawi, że on zniknie. Trudno mi uwierzyć, że trzeba to w ogóle pisać.

Z moich obserwacji wynika, że bardzo wiele osób, które negują istnienie światowej pandemii (LOL), uważają że wszelkie ograniczenia są nakładane po to, by utrudnić im życie i zniewolić naród. Dlatego oni, w ramach obywatelskiej nieposłuszności, nie będą się do tych zasad stosować. Bo oni nie będą, jak inni ludzie „szli jak barany”, nie pozwolą sobie „założyć szmaty na twarz”, a wszyscy naokoło „powinni włączyć myślenie”. Jezu.

Bardzo chciałabym tę chęć buntu przeciwko władzy, ten gniew, przekierować na inne tematy. Na przykład „Rząd nie będzie mi narzucał nienawiści do LGBT! Chyba kogoś popierdoliło, że mój kuzyn i jego chłopak to nie ludzie!” albo „Co to za perwersja, żeby nauczycielka zarabiała tak mało, SKANDAL!” albo „Znowu śmieci w lesie? Co za dzbany tak robią?”. Ale nie, lepiej buntować się przed czymś, co może komuś uratować zdrowie albo życie.

Mam przykre, acz graniczące z pewnością przeświadczenie, że gdyby od noszenia masek zależało zdrowie nasze, a nie sąsiada, to byśmy się tymi maskami obwiesili jak choinka bombkami świątecznymi. Ale niestety, naszym działaniem chronimy kogoś, a nie samych siebie, więc łatwiej mieć to w nomen omen nosie.

W koronawirusa nie trzeba wierzyć, bo nasze zdanie nie zmieni faktów. A fakty są takie, że jesteśmy w samym środku pandemii, na skutek której zmarło już ponad milion osób (o których wiemy). Dlatego mam taki apel: zastanówcie się, czy buntując się wobec maseczek, na pewno kierujecie Wasz lęk i bunt we właściwą stronę. Stosowanie się do zasad, które wprowadza rząd, wcale nie oznacza, że ten rząd jest dobry, światły i mądry – wszyscy (no, połowa z nas), wiemy że wcale nie jest. Ale te zasady pomagają chronić drugiego człowieka, ograniczyć liczbę osób na kwarantannach, a przede wszystkim odciążyć szpitale, które i tak ledwo dyszą. A przy okazji nie wymagają od nas jakiegoś szalonego wysiłku. No, może odrobinę empatii, szczyptę odpowiedzialności i garsteczkę wyobraźni.

Warto w tym wszystkim pomyśleć nie tylko o sobie.