Każdy kogo spotkasz toczy walkę, o której nic nie wiesz

Mówi się, że warto być miłym dla wszystkich, bo każdy kogo spotkasz toczy walkę, o której nic nie wiesz. Ostatnio przekonuję się, że jest w tym więcej prawdy, niż mogłabym przypuszczać. Mam wrażenie, że każdy z nas nosi w sobie wiele zranień, pęknięć, które zbiera przez całe życie. Że tak naprawdę wszyscy jesteśmy polepieni na ślinę i idąc przez ten świat staramy się nie rozsypać. Tym bardziej moment, w którym ktoś decyduje się, by nam opowiedzieć o problemach (o których jeszcze nigdy nie mówił na głos) jest bezcenny. To takie zaufanie, które można otrzymać rzadko i o które trzeba dbać, jak o najcenniejszy skarb.

 

Często rzucamy wiele słów, które mogą być dla kogoś bardzo raniące. Najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy, a przynajmniej chciałabym wierzyć w tę naszą nieświadomość zadawania bólu. Bo nie wiemy, że ktoś pochodzi z rozbitej rodziny, że od 3 lat nie rozmawia ze swoimi rodzicami, że boi się powiedzieć nawet najbliższym o swojej orientacji, że najbardziej na świecie boi się samotności, takiej już na zawsze. Że musi uważać na każde słowo, byle tylko nie odkryć swojego miękkiego podbrzusza. By ktoś nie uderzył w odsłonięte, bezbronne serce, bo nie wiadomo czy uda się je skleić na nowo. Dlatego czasami łatwiej jest zbudować wokół siebie mur i nikogo, nikogo nie wpuścić. Problem pojawia się wtedy, gdy bardzo chcielibyśmy, by jednak ktoś przez ten mur przeszedł, ale sami nie możemy znaleźć zza niego wyjścia.

 

Dlatego mam prośbę do Ciebie i do siebie. Bądźmy na siebie uważni, nie oceniajmy pochopnie, nie rzucajmy mocnych, niedelikatnych słów, o których zaraz zapomnimy, a dla kogoś może to być kolejna rana. Bądźmy ludźmi, którym można powierzyć sekret, ból i niepewność. I nie bójmy się powierzyć swoich zranień innym.