Małe przyjemności

Mam nieodparte wrażenie, że w dzisiejszym świecie nawet dbanie o siebie czy czas wolny jesteśmy w stanie przerobić na projekt. Taki z check listą, harmonogramem i deadlajnami. Jeśli czytamy książki, to zapewne poradniki. Jeśli filmy czy seriale, to takie, którymi wypada się później pochwalić w towarzystwie.

Wszystko robimy „po coś”, a tymczasem dzisiaj chciałabym pochwalić proste przyjemności życia, które robi się „po nic” albo tylko po to, żeby przez chwilę poczuć się miło. I nie chodzi o takie oczywiste rozrywki, jak czytanie książek, oglądanie seriali czy granie w planszówki. Raczej o takie drobinki troski o siebie, małe momenty bycia tu i teraz, bez większej agendy. Akty bycia miłą wobec siebie, które nie wymagają kursu online, planera za miliony monet i życiowej rewolucji.

Nie trzeba znać się na filozofii hygge, joie de vivre i innych terrorach przyjemności, by robić te drobne rzeczy, dzięki którym życie jest milsze. Myślę, że życie chłoszcze nasz wystarczająco, więc sami dla siebie możemy być miłymi i czułymi.

Pewnie też masz swoje sposoby- daj znać w komentarzu, a tymczasem zapraszam do poczytania o moich.

Picie i wąchanie Earl Greya

Jezusku, ta bergamotka jest jakaś niesamowita! Uwielbiam ten zapach, jest taki…pełny! Kojarzy mi się z miłym wieczorem i spokojem. A już Earl Grey z cytryną to cudo absolutne. Polecam po stokroć!

Picie dobrej kawy z ładnej filiżanki

Możesz wypić rozpuszczalną kawę z obitego kubka z napisem „Najlepszy dziadek na świecie”. Ale możesz też sprawić, że ta prozaiczna chwila dostarczania kofeiny do organizmu będzie małym świętem. Wiem, wiem, brzmię trochę jak potłuczona, ale z doświadczenia wiem, że tak wykpiwane „celebrowanie codzienności” może być naprawdę super i nie zalatywać tanim kołczingiem.

Takiego podejścia nauczyłam się od mojego kolegi Mateusza (pozdrawiam!), ale też z…Instagrama. I pewnie, można się złościć, że ten portal wprawia nas w kompleksy wykreowanym światem pięknych i bogatych ludzi obficie polanych filtrami i będzie to złość sprawiedliwa. Ale dla mnie większą prawdą jest to, że Instagram uczy estetyki. Oczywiście jest to estetyka specyficzna, skrojona na miarę portalu społecznościowego, ale jednak to dzięki niemu zaczęłam myśleć kadrami fotograficznymi, a przez to bardziej zwracać uwagę na to, jak wygląda moje jedzenie, jak mam ułożone książki na półce i kiedy złapać dobre światło. I to jest dobre, bo polepszyło moją jakość życia tu i teraz, a nie w jakieś bliżej nieokreślonej przyszłości.

Siedzenie na piłce

W jednej z moich poprzednich prac piłka była codzienną alternatywą dla fotela biurowego. Na początku nie byłam przekonana do tego pomysłu, ale z czasem stwierdziłam, że jest to bardzo wygodna opcja. Nie umiem zbyt długo siedzieć w jednej pozycji, a w pracy najczęściej siedziałam po turecku. Dla takich wiercipięt piłka jest ekstra pomysłem. No i jest dobra dla kręgosłupa. No i ma się uczucie, że się siedzi na łóżku wodnym, a to uczucie miłe i godne uwagi. Samiuśkie plusy, serio. 

Położenie się na podłodze

Są ludzie krzesłowi i ludzie podłogowi. Ja zdecydowanie źle czuję się w prawidłowej pozycji siedzącej ustalonej, a o wiele wygodniej, gdy mogę usiąść po turecku na podłodze. A już leżenie jest najsuper. No i dlatego lubię leżeć na podłodze, jak żuk, który niechcący spadł na plecy i nie wie jak wstać. Ja wiem, ale przez chwilę nie wykorzystuję tej wiedzy i po prostu sobie leżę z nogami w górze. Ostatnio korzystam też z maty do akupresury i też polecam. Leżenie na trawie też jest super miłe. Generalnie leżenie jest bardzo spoko!

Masażer do głowy

Nie zawsze mamy kogoś, kto jest gotowy zrobić nam masaż głowy, a do fryzjera trudno chodzić codziennie. W takich wypadkach idealnym narzędziem relaksu jest masażer do głowy. Wygląda trochę jak maszyna krocząca (na bardzo cienkich nóżkach) albo trzepaczka do jajek, ale uwierz mi, że swoim działaniem rekompensuje wszystko. Wszystko! Na Allegro można go kupić za jakieś śmieszne pieniądze (rzędu 10-15 zł), a potem to już tylko używać i się relaksować, bo to jedno z najprzyjemniejszych uczuć na świecie.

Chodzenie boso

Jezusku w morelach, jakie to jest relaksujące! A jeśli masz możliwość chodzenia po różnych fakturach np piasku, kamieniach itepe to już w ogóle najlepiej. Jednak w warunkach domowych też jest całkiem spoko. Można też w skarpetkach, wiadomo, ale jednak bosa stopa na podłożu to super sprawa. Myślę, że jest to jedyna rzecz, w której zgadzam się z Wojciechem Cejrowskim.

Masażer do twarzy

Chyba jestem fanką masowania twarzoczaszki, co zrobić. Masażery do twarzy stają się w Polsce coraz bardziej popularne, a jest to ni mniej ni więcej tylko „kamień na patyku”. Teoretycznie ma działać odmładzająco poprzez relaksowanie skóry twarzy i rozprasowywanie jej na zewnątrz. Ale serio, pieprzyć rozmasowywanie zmarszczek, bo samo uczucie kamienia rolującego skórę jest tak wspaniałe, że wystarczające.

Przebywanie ze zwierzętami

Nie wiem czy trzeba to jakoś komentować. Jako człowiek dwóch kotek i jednego psa przebywam ze zwierzętami CAŁY CZAS, bo nawet jak jestem od nich daleko, to ich sierść zawsze zawieruszy się na moim ubraniu. A tak serio, to przecież nie ma nic lepszego niż zabawa z kotem, pies który śpi na Twoich stopach. Wiadomo, że trzeba się przygotować na większą tolerancję na różnego rodzaju obrzydlistwa związane z opieką nad zwierzętami, ale jednak ich przywiązanie i miłość wynagradza te drobne niedogodności. Nie zasługujemy na psy i koty.

Proste jedzenie, które się kojarzy z dzieciństwem

U mnie to jest m.in. kanapka z pomidorem obficie solona (specjalność mojej babci, która wszem i wobec głosiła, że życie musi mieć smak), młode ziemniaki z koperkiem, masłem i białym serem albo świeży bób. Najprostsze, ale najpyszniejsze smaki, które w mig sprawią, że poczujesz się przytulona i zaopiekowana. 

Świeże kwiaty

Teraz w modzie jest uroślinnianie mieszkań, i w sumie nie mam nic przeciwko temu. Ale jednak to pięknem cięte kwiaty w wazonie to coś, co zawsze poprawia mi humor. To taka drobina luksusu, którą można kupić w Biedrze już za 8,99 zł. 

A jakie są Twoje sposoby na miłe życie?