Minął! Czyli podsumowanie 2020 i (luźne) plany na 2021

No cóż, 2020 dał nam wszystkim w kość i sprawdzanie realizacji postanowień brzmi raczej jak ponury żart. Naprawdę uważam, że przeżycie tego roku w jako tako dobrym stanie psychicznym i fizycznym jest wystarczającym osiągnięciem, ale w sumie działo się w nim dużo więcej, niż tylko pandemiczno-strajkowe ekscesy.

Podsumowanie 2020

Sukcesy w czasie tego zgniłego roku

Odwiedzić przynajmniej 4 miasta/miejsca, w których jeszcze nie byłam –  w styczniu odwiedziłam Berlin i mimo napiętego grafika szkoleniowego udało mi się zobaczyć trochę miasta. W lutym, rzutem na taśmę, odwiedziłam razem z Szymem (w ramach naszej świeckiej tradycji „luty to dobry miesiąc, by wypierdalać z tego smutnego kraju”) Malagę. A tam wino na plaży, wino w miejscach widokowych, Muzeum Wina oraz najszybciej-wypite-wino-świata-bo-policja-zamyka-ten-lokal. Niczego nie żałuję. Później podróżowałam głównie na trasie kuchnia-balkon-łazienka, ale wczesną jesienią Marek zabrał mnie na krótki trip do Lublina-Przemyśla-Krosna i był to wyjazd wspaniały 🙂

Zrealizować przynajmniej 3 projekty w ramach Stowarzyszenia Wielokulturowy Kraków – tutaj udało się osiągnąć bardzo dużo! Zorganizowaliśmy 2 projekty, a także dostaliśmy dofinansowanie na cały 2021 rok! Ruszyłyśmy z podcastami, zorganizowaliśmy kolejną literacką grę miejską (do której książki kupowałam w kameralnych księgarniach!), nagraliśmy 2 wideospacery i zrobiłyśmy ekstra konkurs foto! Jestem naprawdę dumna z odświeżonego zespołu Wielokulturowego Krakowa i z wielką ekscytacją czekam na 2021!

Wejść na Babią Górę – zrobiłam to! Myślałam, że umrę, ale wylazłam na tę szatańską górę. I to w nocy! Po drodze miałam z 5 zawałów, ale uparłam się i weszłam na szczyt. To w sumie dziwne, bo koncept „przekraczania siebie” jest mi raczej obcy.

Dużo spacerować z psem – udało się, aż nadto i to nawet z kilkoma psami. A w 2021 chciałabym postawić na dłuższe wyjazdy spacerowe, na włóczenie się po lasach.

Częściowe i kompletne niewypały 2020

Zadbać bardziej o swoje zdrowie – no to się powiodło raczej średnio, biorąc pod uwagę, że moją główną trasą spacerową była wspomniana wcześniej kuchnia-balkon-łazienka. Ale wyjścia z psem bardzo ratowały moją głowę, nawet kiedy nie chciało mi się wychodzić (mniej więcej w 70% przypadków).

Publikować na blogu często i regularnie – no cóż, wystarczy powiedzieć, że celowałam w 36 wpisów, a pojawiło się 8. Zdecydowanie ten rok nie sprzyjał aktywności na blogu, ale postanowiłam się z tego powodu nie biczować. Dużo więcej działo się za to na Instagramie, gdzie polecałam Wam wspaniałe seriale pod #zachwytserialowy, pisałam dużo o książkach #ksiazkowezachwyty a dużą popularnością cieszył się cykl na Stories „Zachwyt na dziś” (część 1, część 2, część 3), który sprawa i mi i Wam dużo radości.

Spędzać przynajmniej jeden wieczór w tygodniu i jeden dzień w czasie weekendu bez telefonu i komputera – to się nie udało kompletnie. W mijającym roku spędziłam przed komputerem i telefonem jakąś chorą liczbę godzin.
Pójście na zajęcia śpiewu i pracy z głosem – czeka cierpliwie w kolejce od 2019 roku.
Pojechać na Mazury – najbliżej Mazur byłam, kiedy jadłam Masło Mazurskie.
Spędzać więcej czasu w kinie – borze szumiący, wiadomo, że dupa blada.

Rzeczy, które zrobiłam w 2020 roku po raz pierwszy

  • weszłam na Babią Górę – pierwszy i ostatni raz, niczego nie żałuję.
  • pracowałam jako freelancerka – pożegnałam ciepły etat i zaczęłam bardzo stresujący, ale satysfakcjonujący etap pracy na własny rachunek. W pewnym momencie wykonywałam 5 różnych prac (w tym wyprowadzanie psa za pieniądze) i bardzo mi się ta niezależność spodobała.
  • poznawałam w realu koleżanki z Instagrama – wprawdzie już wcześniej poznawałam ludzi w internecie, ale było to jakieś 10 lat temu. Wiadomo, że po skończeniu studiów bardzo trudno znaleźć nowych znajomych, a okazało się, że Instagram jest świetnym miejscem do zadzierzgania nowych znajomości.
  • spędziłam wiosnę, lato i kawałek jesieni na hamaku – w czasie wiosennego lockdownu postanowiliśmy w końcu ogarnąć wielki, betonowy balkon w wynajmowanym mieszkaniu. Położyliśmy na nim drewnianą podłogę, posadziliśmy mnóstwo roślin w donicach, a także powiesiliśmy hamak. Gdyby nie to, że teraz mam ogród, to tęskniłabym za tym miejscem okrutnie (a tak to tęsknię tylko trochę).
  • spacerowałam po pustym Krakowie – i to wielokrotnie. Było to ciekawe, ale dość smutne doświadczenie. Chciałabym, by się już nie powtarzało.
  • nagrywałam i montowałam podcasty – to było moje duże marzenie i bardzo się cieszę, że udało się je zrealizować. Wielokulturowy Podcast to świetna audycja, która mam nadzieję, wspaniale się rozwinie się w 2021.
  • odwiedziłam Arboretum w Bolestraszycach, które okazało się wspaniałym miejscem. Ale i tak mój zachwyt był 20% zachwytu Marka, który chyba kiedyś to miejsce kupi, tak czuję.
  • rozpoczęłam pracę jako rzeczniczka prasowa najlepszej posłanki na świecie – Darii Gosek-Popiołek i poznałam tam wspaniałych ludzi, z którymi można zmieniać świat – co zresztą staramy się robić! To wspaniałe uczucie mieć szefową, z którą chce się ten świat zmieniać!
  • wzięłam udział w spotkaniach dla zmęczonych aktywistek – nie czekałam aż się wypalę całkowicie, przemogłam głos, który mówił „może nie zasługujesz na miejsce w tej grupie, robisz za mało, jak możesz nazywać się zmęczoną, skoro inne osoby robią o wiele więcej?”. Dzięki temu poznałam lepiej siebie, dowiedziałam się, że wcale nie jestem specjalnie wyjątkowa w swoich stresach, lękach i ucieczkach i że można sobie z tym radzić. Jeśli też tego potrzebujecie, to serdecznie polecam Wam Regenerakcję prowadzoną przez Natalię Saratę.

Rzeczy, które zrobiłam po raz kolejny i zrobiłabym jeszcze raz, gdyby było trzeba

Strajkowałabym, protestowałabym i solidaryzowałabym się z każdą osobą upokorzoną przez nasz kraj, władzę i współobywateli. Oczywiście mam tutaj na myśli przede wszystkim kobiety/osoby z macicami i osoby LGBTQA+, ale także migrantów i migrantki, ofiary przemocy i wszystkie inne osoby, które w 2020 roku głośno domagały się swoich praw i protestowały, gdy te były łamane. Chciałabym wierzyć, że 2021 będzie lepszy pod tym względem, ale życie w Polsce nauczyło mnie, że nie warto wypowiadać takich życzeń na głos. Niemniej pocieszające jest to, że żadna i żaden z nas nie jest sam/a, bo to solidarność jest naszą najsilniejszą bronią.

Postanowienia na 2021

Jeśli czegoś nas nauczył 2020 to tego, że wszelkie plany możemy sobie włożyć w kieszeń. Więc na 2021 planuję ogólnie i raczej ostrożnie, przede wszystkim miłe rzeczy, bo życie chłoszcze nas wystarczająco. Oto postanowienia:

  • cieszyć się z każdego wyjazdu, nawet tego tramwajowego
  • czytać mniej-smutne książki i oglądać prawie-wesołe filmy i seriale
  • kupować i czytać więcej pięknych wizualnie książek, albumów, komiksów i powieści graficznych (to wpływ Literackiej Kavki!)
  • nie zabić tych roślin, które zaprosił do mojego domu lockdown
  • robić więcej fajnych śniadań
  • rozwinąć profil na Instagramie – chodź, polajkuj: Zachwyty i narzekania
  • przestać porównywać swoją codzienność do mojej wizji pełnego-sukcesów-życia innych osób
  • robić swoje bez kompleksów.

A Ty? Jaki był Twój 2020? Jakie masz postanowienia na 2021?