O wstydzie

W demokracji (przynajmniej w teorii) jest tak, że elity polityczne są odbiciem społeczeństwa. Patrzę na polską scenę polityczną i chce mi się płakać nad naszym społeczeństwem. I to nie jest tak, że refleksja przyszła nagle. Wcześniejsze rządy też miały swoje za uszami, ale to, co się dzieje teraz, jest emanacją głupoty, tupetu, pogardy, bezczelności i złych, złych fryzur. Jednak z tego wszystkiego najbardziej bolą mnie dwie rzeczy: zasianie podziałów wśród rodzin i znajomych, oraz arogancja w rządzeniu mediami.

Nigdy wcześniej nie zweryfikowałam tak wielu znajomości, właśnie pod względem poglądów. Część kontaktów odcięłam z wyraźną ulgą, jednak nie jestem z tego dumna. Wydawało mi się, że posiadam umiejętność nawiązania i utrzymania rozmowy z każdym, niekoniecznie wchodząc na tematy polityczne. Jednak obecnie temat polityki wylewa się zewsząd, a jak wiadomo „gdzie dwóch Polaków, tam trzy zdania”. Większość z nas uwielbia rozmawiać o bieżącej sytuacji politycznej, wypowiada swoje zdanie na prawo (a jakże!) i lewo (tfu!), ogłasza publicznie kto zdrajca, a kto swój, obwieszcza co należy zrobić z tym, czy owym i kto jest najpolstszym Polakiem, a kto nigdy nie będzie. Wielokrotnie próbowałam zmieniać temat rozmów na milszy (w repertuarze mam: pogoda, seriale, co robisz w weekend, kotki w internecie, piłka nożna, kawa i inne), jednak albo pomagało na krótko, albo wcale. Więc tymczasowo (chyba), żyję w swojej, raczej lewicowej, bańce, w której czasem się ze sobą zgadzamy, czasem nie, ale zmiana tematu na słodkie kotki w internecie zawsze się udaje.

Zmiana w mediach jest o tyle gorsza, że dopada mnie codziennie. Jakaś niezdrowa ciekawość prowadzi mnie na te wszystkie frondy, niezależne, a także o zgrozo na strony publicznych (Narodowych! #przprszm) mediów. Czystki kadrowe, tendencyjne materiały, przekłamania i przemilczenia to coś, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić (sic!), jednak Dobra Zmiana przygotowała dla nas również wspaniały departament rozrywki. Najpierw wybuchy śmiechu zapewniło nam Studio YAYO, a teraz doszlusował do tej elity rozrywki sam Jan Pietrzak. Jego „żarty” przyprawiły mnie o konkretny atak mdłości, a musicie wiedzieć, że w złych żartach jestem biegła i mało co mnie naprawdę niesmaczy. A jednak pan Jan tego dokonał, a TVP Kultura opublikowała ten popis na swojej antenie. A Naród- Suweren obejrzał. I zapewne nie raz zarechotał, podobnie jak publiczność na sali, gdzie występował Pietrzak. Z ust pana Jana mogliśmy usłyszeć m.in: „Niesiołowski jest z pierwszego zawodu entomologiem, jest profesorem owadologii. Jego naturalne środowisko ekologiczne to wszy, mendy, gnidy, pluskwy, muchy plujki, żuki gnojniki. I to jest również jego elektorat!”, „Pannę Grodzką straciliśmy z oczu. Przez cztery lata w Sejmie ocaliła dziewictwo. Były afery w czasie przerw, bo posłowie wychodzili, stali na korytarzach i nikt nie chciał wejść do żadnej toalety, bo nie wiedzieli, gdzie „to to” wejdzie i co z tego może wyniknąć”, zaś o Prezydencie Komorowskim i Premier Kopacz pan Pietrzak rzekł: „Tępy umysłowo gajowy polujący na jelenie z nagonką na-na-na-na-Nałęcza i klępa latająca po peronach z misiem u boku”.

Chciałabym to jakoś zabawnie, zgrabnie i celnie skomentować, jednak czuję, że wir tego bagna mógłby mnie wciągnąć. Pozostaje mi jedynie przypomnieć, że istnieje coś takiego, jak wstyd i że wielu ludziom, na czele z Panem Pietrzakiem, przydałoby się teraz poczuć tę emocję.

wstyd «przykre uczucie spowodowane świadomością niewłaściwego postępowania, niewłaściwych słów itp., zwykle połączone z lękiem przed utratą dobrej opinii» Słownik Języka Polskiego PWN