Relacja z See Bloggers 2019 (z przewagą narzekań)

Kojarzysz See Bloggers? To największa konferencja dla twórców internetowych w Polsce. Od dwóch lat dzieje się w Łodzi (wcześniej w Gdyni), zbiera około 2500 uczestników i uczestniczek, a ja wzięłam w niej udział po raz drugi i mam na ten temat dużo przemyśleń. Chodź, opowiem Ci dlaczego.

Organizacja dużej imprezy – z czym to się je?

Nie jestem człowiekiem, który lubi narzekać dla samego narzekania. Mam kilka lat doświadczeń we współorganizacji dużego festiwalu, koordynowaniu zespołami wolontariuszy, delegowaniu zadań, opiece nad artystami i ogarnianiem nieogarnionego (najlepiej na wczoraj). Wiem, że organizacja takiego wydarzenia jak See Bloggers to setki, jeśli nie tysiące, godzin pracy kilkunastoosobowej ekipy. To niezliczona ilość mejli, telefonów i rozmów z partnerami, sponsorami, współorganizatorami, służbami i milionem innych osób. To promocja, obsługa mediów społecznościowych, stworzenie strony internetowej i aplikacji. To dopinanie grafików, kupowanie biletów, negocjowanie umów, wybuchy radości, że coś udało się zrobić i frustracji, że jednak nie tak super, jak by się chciało. A my, uczestnicy i uczestniczki, widzimy tylko niewielką część tej pracy, finalny efekt, czubek góry lodowej. 

Wiem, jak duże imprezy wyglądają od środka, więc bycie w roli uczestniczki sprawia, że widzę i oczekuję więcej, ale też więcej rzeczy mnie wkurza. Bo zdaję sobie sprawę, że naprawdę można coś zrobić lepiej. Z tych samych powodów jestem w stanie bardziej docenić to, co zostało w wydarzeniu zorganizowane dobrze lub bardzo dobrze. Niestety przy części organizacyjnej będę głównie narzekać. I nie zrozumcie mnie źle, naprawdę staram się nie brać pod uwagę drobnych wpadek i pojedynczych obsuwek. Będę pisać raczej o błędach “systemowych”, które bardzo wpłynęły na mój (i nie tylko mój) odbiór tej konferencji. O zagadnieniu komercjalizacja vs jakościowe prelekcje pisać nie będę, bo doskonale zrobił to Zwierz Popkulturalny już w zeszłym roku. No to co, zaczynajmy! 

See Bloggers przekrojowo. Zdjęcie koloryzowane, 2019 r.

Trudności organizacyjne See Bloggers

  • Oznaczenie przestrzeni i mapa – See Bloggers to konferencja, która ma miejsce w EC1 w Łodzi, czyli zrewitalizowanej przestrzeni pierwszej łódzkiej elektrowni. Miejsce jest bardzo duże, przejścia skomplikowane, a dotarcie do wielu sal wcale nie jest oczywiste. To, co rzuciło mi się w oczy, to niezbyt czytelne oznaczenia, zwłaszcza sal, które znajdowały się w innych budynkach, niż główny. Często też wolontariusze zapytani jak dotrzeć do danego miejsca, woleli mnie zaprowadzić, niż wytłumaczyć, bo “to byłoby zbyt skomplikowane”. Sale były oznaczone białymi kartkami A4, które nie za bardzo rzucały się w oczy. Dodatkowo rozdawane mapy, miały aż 4 strony i nie były zbyt czytelne, a już oznaczenie na nich Sali Edukacyjnej zakrawa o żart. Co można było zrobić? Przykleić na podłodze ścieżki z kolorowej taśmy, które prowadziłyby do danego miejsca. Wydrukować większe, kolorowe kartki i je zalaminować, żeby były bardziej trwałe i lepiej widoczne. Dodać mapę budynków do aplikacji. W newralgicznych miejscach dodać wydrukowaną mapę budynków z oznaczeniem “gdzie jestem” i jasno opisanymi strefami. Przygotować jedną mapę poglądową na całą przestrzeń i mniejsze mapy z piętrami, ale tak by całość zajęła maksymalnie wielkość kartki A4. 
    A to słynna przełączka, przez którą należało przejść, żeby dotrzeć do Strefy Edukacyjnej w innym budynku. Żeby do niej trafić, trzeba było wejść na II piętro (bocznymi schodami), a później znaleźć schody, które do niej prowadzą. Na szczęście później było już z górki.
  • Opóźnienia – cóż, opóźnienie może się zdarzyć zawsze, kluczem jest to, co z nim zrobimy. W czasie konferencji doświadczyłam kilku opóźnień, w tym jednego solidnego i właśnie o nim chciałabym napisać. Warsztat kulinarny “No waste” przeciągnął się ok. pół godziny, a konieczność posprzątania strefy sprawiła, że warsztat “Toskania na moim talerzu” rozpoczął się z prawie godzinną obsuwą. Nie wiem, dlaczego pierwszy warsztat przeciągnął się tak bardzo, ale wolontariusze, którzy wiedzieli o całej sytuacji nas o tym nie poinformowali, musieliśmy sami dopytywać co się dzieje. Dodatkowo w czasie naszego warsztatu do prowadzącego podszedł jeden z wolontariuszy i powiedział, że musimy skończyć wcześniej. Na szczęście prowadzący, Szymon Czerwiński, nie dał sobie w kaszę dmuchać, powiedział że opóźnienie nie wynikało z naszej ani jego winy i że on ma zamiar przeprowadzić całość i ugotować wszystkie dania, które obiecał nam, uczestnikom. Szanuję to bardzo. Co można było zrobić? Zainterweniować i skończyć poprzednie warsztaty wtedy, kiedy powinny były się skończyć. Jeśli opóźnienie wynikało z trudności technicznych i nie dało się nic zrobić wcześniej, to wolontariusze sami powinni nam taką informację przekazać. Tak, żebyśmy mieli poczucie, że ktoś nad tą sytuacją panuje. Czego można było nie robić? Nie sugerować prowadzącemu, by skracał warsztaty, które były opóźnione nie z jego winy. Nie dość, że to bardzo nie fair w stosunku do niego, to również mało profesjonalne wobec uczestników. Nie mówiąc o tym, że wszystkie niezużyte, a zakupione produkty by się zmarnowały. O ironio. 
    Całe szczęście, że na opóźnionych warsztatach można było jeść. To zdecydowanie złagodziło moje obyczaje.
  • Organizacja wolontariatu – wiem doskonale, że zarządzanie dużą grupą wolontariuszy i wolontariuszek to nie są rurki z kremem. Ale naprawdę można to zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. Największy problem, który zauważyłam był taki, że wolontariusze nie za bardzo wiedzieli, co powinni robić. Wszyscy, których spotkałam, wyglądali jakby brali w tym wydarzeniu udział po raz pierwszy i nie za bardzo znali budynek i swoje zadania, a także trochę bali się uczestników. Większość z nich to byli bardzo przyjaźni, sympatyczni i uczynni ludzie, co nie zmienia faktu, że czuło się ich zagubienie, a tak być nie powinno. Co można było zrobić? Rozpocząć rekrutację i pracę z wolontariuszami dużo wcześniej. Zaoferować szkolenia, omówić najczęstsze problemy i sytuacje, z którymi mogą się spotkać i poprowadzić ich krok po kroku, jak powinni się zachować. Trochę bardziej ich zintegrować, by poczuli się ważną częścią tego wydarzenia. Bo przecież tak jest, bez wolontariuszy nic by się nie udało. Moje doświadczenie jest takie, że zawsze warto podkreślać, że wolontariusze i wolontariuszki są twarzą danego wydarzenia, jego wizytówką. To oni są gospodarzami miejsca i to oni muszą panować nad danym wydarzeniem. Przyjść pierwsi, wyjść ostatni i przez cały czas czuwać nad wszystkim. To mega trudne i odpowiedzialne zadanie i dlatego wolontariat powinien być jednym z priorytetów osób organizujących konferencję. Jeśli takie działania były podejmowane, to chętnie dowiem się o nich czegoś więcej – dajcie znać w komentarzach! 
  • Zapisy na zajęcia – jak śpiewała klasyczka: “po co, po co, po co, po co?”. W czasie wydarzeń, na które się zapisywałam, listę przed wejściem sprawdzono tylko raz – przed warsztatami kulinarnymi. Udało mi się wejść na wszystkie zajęcia, ale wiem że były takie sytuacje, że osoby zarejestrowane nie weszły, bo sala już była pełna, ale nikt nie sprawdzał listy (prelekcja Pani Swojego Czasu). Co można było zrobić? Zdecydować czy idziemy w tę, czy w tę. Albo nie robimy list i wpuszczamy każdą osobę albo robimy listy i je później sprawdzamy. Inny układ nie ma zbyt wiele sensu i tylko wpędza we frustrację. 
  • Brak realnego networkingu – być może to problemy introwertyczki, ale naprawdę musiałam wyjść daleeeeko poza strefę komfortu, by poznać kogokolwiek. A byłoby super, gdyby zrobić mniejsze warsztaty – które faktycznie będą warsztatami – i dzięki temu stworzyć okazję do pogadania i poznania się. Albo w strefie networkingowej, czy jakiejś innej, zrobić moderowane sesje tematyczne, żeby ludzie tworzący na podobne tematy mieli okazję się poznać.
  • Prelegenci, twórcy, uczestnicy, wolontariusze – a co z prelegentkami, twórczyniami, uczestniczkami i wolontariuszkami? Brak żeńskich końcówek to zakłamywanie rzeczywistości, w której to my, kobiety stanowimy większość! Tak było nie tylko na identyfikatorach, ale też w większości prelekcji, warsztatów i innych wydarzeń. Bardzo jasno powiedziała o tym Ola Budzyńska, która sama na swoim identyfikatorze dodała “ka” po słowie “prelegent” Mam nadzieję, że za rok nie będziemy się już bać żeńskich końcówek!  

Jakość zajęć

Generalnie było naprawdę super! Oczywiście wybrałam te tematy, które interesowały mnie najbardziej, więc też liczyłam na wiele i się nie zawiodłam (w większości). Niewiele wydarzeń zostawiło mnie obojętną, bo albo byłam zachwycona albo zastanawiałam się, co się tutaj odpierdala. Tym razem zacznijmy od zachwytów, a później przejdziemy do narzekań.

Najlepsze spotkania całego weekendu!

Zachwyty:

  • prelekcja “Autentycznie, bez ściemy i po ludzki. Budowanie własnej marki od podstaw” Pani Swojego Czasu – oczywiście, że na plus! Zabawna, z dystansem, same konkrety – czego tu nie lubić. Dużo mi to spotkanie dało i zdecydowanie zgadzam się z głosami, że powinno się odbyć na Scenie Głównej. 
  • panel “Kobieta w podróży” z Travel&keep fit, Taste&Travel, Szpilki w plecaku, Odetą Moro i Travelover – wielka brawa dla Patrycji z Travelover za fantastycznie poprowadzoną dyskusja, przemyślane pytania, spójną formę i za szybką reakcję na tematy, które się pojawiały w czasie dyskusji. A dla prelegentek brawa za ich ciekawe opowieści, poczucie humoru, ogromną wiedzę i doświadczenie i to, że pokazywały nam często zupełnie inne perspektywy patrzenia na podróżnicze sprawy. 
  • prelekcja “10 błędów, które popełniasz jako Twórca”, Doktor Ania – konkretnie, zabawnie, życiowo. Wyciągnęłam z niej dużo wniosków! 
  • warsztat kulinarny “Toskania na Twoim talerzu” Szymon Czerwiński – super klimat, BARDZO dużo pysznych potraw i fantastycznego wina, świetne współuczestniczki. Zapisałam się na ten warsztat ironicznie, bo normalnie raczej omijam kuchnię szerokim łukiem, a tymczasem nauczyłam się mnóstwa nowych rzeczy, miałam okazję skorzystać z najlepszych produktów pod okiem doświadczonego kucharza (i życzliwych blogerek kuchennych, które uratowały mnie przed kilkoma wpadkami). Zapisywanie się na warsztaty kulinarne polecam z całego serca 🙂 

Narzekania:

  • Strefa Instagrama – strasznie dziwnie się czuję pisząc to, ale uważam, że prelekcje, w których wzięłam udział w ramach tej strefy były mega słabe. Zawiodłam się tym bardziej, że Twórczynię tej sceny, Joannę Banaszewską bardzo cenię i momenty, w których Ona przejmowała stery, były naprawdę wartościowe. Jednak prelekcja na temat nieoczywistych kadrów w fotografii i niezbędnik pisarski blogera uznaję za czas stracony. Po pierwsze nie wiem z czego wynikało to, że zajęcia zaplanowane na 45 minut trwały minut 20. Przez to prowadzący zdążyli omówić tylko absolutne podstawy (na warsztacie fotograficznym dowiedziałam się o istnieniu trójpodziału, a na pisarskim, że tekst musi mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Well…). Oprócz tego prowadzący byli bardziej skupieni na czytaniu z kartki i patrzeniu na swoją prezentację, niż na uczestnikach. Było to doświadczenie przedziwne. Mam nadzieję, że ich kolejne zajęcia będą wyglądać lepiej, że wyciągną wniosek, że warto bardziej skupić się na publiczności, a prezentacji nie trzeba czytać, tylko powiedzieć ją własnymi słowami…
    Prowadzący czytają swoje prezentacje z kartek. Pandy umierają.
  • Zapraszanie kontrowersyjnych gości i całowanie ich po stopach… – do takich osób zaliczam Filipa Chajzera, Rafała Brzoskę i Mateusza Grzesiaka. Każdy z nich jest postacią dość wątpliwą (a to oskarżenia o molestowanie seksualne i trudność w przyznaniu się do błędu, a to sprzedawanie spółek 2 dni przed datą wypłat, a to pseudonaukowe treści), ale organizatorzy postanowili na to nie zważać, zaprosić ich na konferencję i jeszcze nie zadać im nawet pół trudnego pytania. Bardzo, oj bardzo mi się taka postawa nie podoba. I wydaje mi się, że kłóci się też z postulatami o jakościowe treści i walkę z hejtem i krzywdzącymi zachowaniami, o której tyle razy w czasie konferencji była mowa.

Oczywiście nie mogłam wziąć udziału w każdym wydarzeniu, więc opisałam tylko te, na które udało mi się dotrzeć. Dlatego nie jest to całościowa ocena konferencji, a moja osobista opinia. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii na temat wydarzeń, w których udało Ci się wziąć udział – czekam na nią w komentarzach! 

Gala Hashtagi Roku

Od zeszłej edycji podczas See Bloggers wręczane są nagrody “Hashtagi Roku”. W tym roku Gala miała miejsce w Teatrze im. Jaracza w Łodzi i była transmitowana do EC1. Dlaczego uważam, że “to słaby pomysł był”?

  • organizatorzy trochę nie mogli się zdecydować, czy zrobić imprezę w EC1 stojącą, czy siedzącą – wobec tego nie było ani godnej liczby miejsc siedzących ani wysokich stolików, przy których można przystanąć. Dlatego też główną atrakcją wieczoru było:
  • oglądanie imprezy “właściwej” na dużym ekranie – widziałam ten punkt w programie, ale szczerze mówiąc myślałam, że będzie to opcjonalne. Tzn. że w jakiejś dodatkowej sali będzie można obejrzeć relację, ale impreza w EC1 będzie się toczyć swoim życiem, a nie jako przystawka do Gali w teatrze. Jestem zaskoczona, że organizatorzy zdecydowali się na takie rozwiązanie.
  • Mateusz z Fit Lovers postanowił w czasie wręczania nagrody wykonać salto i tak je wykonał, że upadł na panią w drugim rzędzie. Póki co wiadomo, że skończyło się na uszkodzeniu dysku i konieczności noszenia kołnierza ortopedycznego. Mnie natomiast najbardziej zdumiała reakcja prowadzących, którzy wydawali się niezbyt przejęci tym wypadkiem, próbowali obrócić całą sytuację w żart i płynnie przejść do dalszej części programu. Rozumiem stres, rozumiem bycie w roli, ale zniesmaczyło mnie to bardzo, bo moim zdaniem reakcja powinna być skupiona na poszkodowanej osobie, na udzieleniu jej szybkiej pomocy medycznej, a nie na tym, że “show must go on”.

Ale, ale! Były też plusy tego wieczoru, a dokładnie: 

  • koncert Natalii Kukulskiej – nie jestem fanką Natalii, bo chociaż znam jej niektóre utwory i lubię ją jako osobę, to jednak nie słucham jej muzyki na codzień. Jednak nie zmienia to faktu, że koncert, który dała, był fantastyczny! Świetna atmosfera, dobra energia i autentyczny (sic!) kontakt z publicznością to coś, co uratowało ten wieczór. Ten pomysł, drodzy organizatorzy i drogie organizatorki, był strzałem w dziesiątkę i serdecznie Wam tego gratuluję i za to dziękuję. 

See Bloggers – warto jechać, czy nie warto?

Szczerze mówiąc nie wiem. To ogromna impreza, która może być świetna zwłaszcza dla początkujących Twórczyń i Twórców. Organizatorzy nie ukrywają, że na tej skali im zależy, że współpraca z markami, to jest temat, który na konferencji zawsze będzie mocno obecny. I to jest ok, bo taka konferencja też jest potrzebna.

Ogromnym plusem jest zacieśnianie współpracy z miastem i to, że dzięki See Bloggers tyle osób mogło odwiedzić i poznać Łódź – bo to wspaniałe miasto! 

Jednak z drugiej strony mamy coraz śmielsze sięganie po osoby spoza branży, bo “wielkie nazwiska”, które niestety są często wątpliwe moralnie. Dla mnie to ogromny minus. Również niedociągnięcia organizacyjne są mocno widoczne i mam wrażenie, że głosy w tej sprawie są nieco przez organizatorów lekceważone. Mam nadzieję, że teraz tak nie będzie. 

Dlatego nie mam prostej odpowiedzi na to pytanie, natomiast wiem, że warto chociaż raz przyjechać na See Bloggers, żeby wyrobić sobie własną opinię. 

Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii na temat tej konferencji – daj znać w komentarzu!