Strefa wolna od…

Ja wiem, że chciałoby się żyć w świecie, w którym nie trzeba się wiele zastanawiać. Wiadomo kto swój, a kto wróg, kto my, a kto oni. Gdzie jest tak, jak było od wieków i nikt nam nie burzy porządku, bo ład i porządek to najważniejsze wartości. No, może jeszcze rodzina, Bóg i honor. Jasne zasady, świetlana przyszłość i kwiaty na łące. Tylko, że taki świat nigdy nie istniał i nigdy istnieć nie będzie. 

Jak do tego doszło?

Dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, sortowanie poglądów, intensywne poszukiwanie wrogów i kozłów ofiarnych – znamy to wszystko bardzo dobrze z przeszłości. W ostatnim czasie dostaliśmy jakiejś historycznej czkawki i przecieramy oczy ze zdumienia, bo nagle w codziennej prasie, datowanej na 2019, widzimy nagłówki rodem z XX-lecia międzywojennego. Jak do tego doszło? Chciałoby się odpowiedzieć klasykiem disco-polo: “Nie wiem”. Ale tu niestety bardziej pasuje kultowa odpowiedź Tadeusza Sznuka “Nie wiem, ale się domyślam”. I zapewne każdy, kto chociaż trochę uważał na lekcjach historii, może się domyślić.

Co będzie później?

Bo zaczyna się zawsze od słów. Później przychodzą niechętne spojrzenia, siadanie na innej ławce, awanse przeznaczone dla kogoś innego, szepty za plecami i niesmaczne żarty. Później granica się przesuwa, w kolejce ustawiają się zaczepki, publiczne wyzwiska, pobicia, podpalenia mieszkań, pogromy.

A później jest ludobójstwo.

A jeszcze później mówimy: “Jak mogło do tego dojść?”, “Czemu nikt się nie sprzeciwił?” i “Nigdy więcej”. Tak było w czasie Holokaustu, tak było na Wołyniu, w Rwandzie i w Srebrenicy. I w setkach innych miejsc. A ofiarą był zawsze “inny”, chociaż czasami to był sąsiad, którego znaliśmy od dziecka. Ale nagle musiał być “obcy”, bo “swojego” przecież byśmy nie zabijali. Dlatego ludzie w Białymstoku krzyczeli do innych ludzi “Wypierdalać”. Bo przecież krzyczeli do “obcych”, nieważne, że do sąsiadów. I jasne, możesz powiedzieć, że przesadzam.  Że niektórzy tak wyrażają swoje poglądy, że biją nastoletnie dziewczyny i rzucają kostką brukową w pokojową manifestację. Tylko, że to jest gówno prawda. Bo to, co wydarzyło się 20 lipca 2019r. w Białymstoku, a na co przyzwolenie społeczne rośnie już od kilku lat, przy ogromnym udziale polityków i hierarchii Kościoła Katolickiego w Polsce, to jest coś, czym koniecznie trzeba się przejąć. Co należy natychmiast potępić. Czego trzeba się bać. Ale nie bać się strachem paraliżującym, tylko strachem, który wie “co przyjdzie później”. I ten świadomy strach powinien nas zmobilizować do działania.

Co mogę zrobić? 

Queerowy Maj na swoim fanpage umieścił grafikę, która zawiera wskazówki, co każdy i każda z nas może zrobić już dzisiaj. Stosując się do zasady “oddaj głos społeczności” zostawiam Cię z tym przesłaniem i szczerze liczę na to, że wspólnie uda nam się zmienić ten kraj na nieco lepsze miejsce do życia dla nas wszystkich.